Mało kto wierzył, że ten rok zacznie się tak widowiskowo. 19 stycznia 2026 roku zapisał się w moim kalendarzu jako jedna z tych nocy, dla których warto stracić trochę snu i wyjść na mróz. Udało mi się sfotografować zjawisko, które zazwyczaj kojarzymy z daleką północą – zorzę polarną (aurora borealis).
Gdy wyszedłem z domu ze smartfonem i statywem, było już bardzo ciemno. Niestety, zbyt późno dowiedziałem się o barwnym spektaklu na niebie i właściwie w ostatniej chwili zrobiłem trochę zdjęć. Potem zorza powoli się rozmywała, pozostawiając w tle gwiaździste niebo. A jednak coś się udało z tych zdjęć wybrać. Są ciemne, ale zorzę widać wyraźnie. Choć to niesamowite zjawisko widoczne było w całej Polsce, ja je obserwowałem tuż przy moim domu w Nowym Kramsku, niedaleko portu lotniczego Babimost-Zielona Góra. Moja miejscowość okazała się przy tym dobrym miejscem obserwacyjnym. Daleko tu od świateł wielkich miast, z czystym horyzontem, więc nocne niebo dość łatwo odsłoniło swoje tajemnice.
Co widać na zdjęciach?
Na moich fotografiach udało się zarejestrować dwa główne kolory, które dominowały tej nocy:
Intensywna czerwień: To wynik zderzeń cząstek słonecznych z tlenem na bardzo dużych wysokościach (powyżej 200 km). W Polsce to właśnie ten kolor jest najczęściej widoczny podczas silniejszych burz magnetycznych.
Dolna zielona łuna: Niższa warstwa zorzy, która pojawia się bliżej horyzontu.
Patrząc na te zdjęcia, trudno uwierzyć, że to polskie niebo, które przypomina o niesamowitej potędze natury i aktywności Słońca, która w tym cyklu potrafi nas naprawdę zaskoczyć.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za pozostawianie komentarza i zapraszam ponownie.