Najpierw przechadzaliśmy się po terenie Leniwki, by zobaczyć, jak ta mała osada przygotowała się na przyjęcie gości. Parking był pełen samochodów, wciąż przyjeżdżały następne, ale panowie kierujący ruchem dla wszystkich znajdowali miejsce. Przyjechaliśmy tutaj, bo interesuje nas rękodzieło, czyli coś wyjątkowego i niepowtarzalnego, co powstało dzięki ludzkiej kreatywności. Leniwie, jak na Leniwkę przystało chodziliśmy wśród licznych stoisk. Były one kolorowe i zachęcające do zatrzymania się i zrobienia małych lub większych zakupów. Wzrok przyciągały jesienne dekoracje takie jak wianki z suszonych kwiatów, ręcznie wykonane świece, rękodzieło z drewna, ceramika i biżuteria, ręcznie dziergane czapki w sam raz na chłodne jesienne dni. Były też miody, wina i coś do przekąszenia. Wszak po wrażeniach duchowych, ciału też się coś należy.
Największą siłą Leniwki jest jednak jej atmosfera. Stara stodoła wypełniona światłem, stoiska rozstawione pod drzewami, zapach kawy i kiełbasek unoszący się w powietrzu sprawiały, że człowiek automatycznie zdejmuje nogę z gazu. To miejsce, gdzie rozmowa z rzemieślnikiem o tym, jak powstawała konkretna makrama czy ceramika, jest tak samo ważna, jak sam zakup.
Moim hobby jest fotografia, więc znalazłem tu miejsce na uchwycenie i zatrzymanie w czasie ludzi, miejsc i przedmiotów. Bardzo spodobał mi się czerwony rower z pierwszego zdjęcia. Taki pozostawiony pod ścianą, oczekujący... Ktoś miał dobry pomysł, żeby wykonać taką niebanalną dekorację na tle zielonego i czerwonego winobluszczu. Wszystko było piękne i wyjątkowe aż do momentu, gdy niebo się zachmurzyło i lunął deszcz. Trzeba było uciekać pod dach, albo do samochodu. Wybraliśmy tę drugą opcję i pojechaliśmy do domu zabierając z sobą wspomnienia i fotografie, które można obejrzeć poniżej.






















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za pozostawianie komentarza i zapraszam ponownie.