Niejednokrotnie widziałem pary młode tuż po ślubie, które fotografowały się przy belach słomy. Fotograf przy tej okazji zaopatrzony jest w całą masę sprzętu, statywy, białe parasole odbijające światło, asystentów. Gdy, dzisiaj rano, zobaczyłem boćka na balu, również i ja postanowiłem zrobić mu małą sesję fotograficzną. Szybko chwyciłem aparat, wyszedłem z domu i powoli podchodziłem do modela (modelki). Trochę czasu mi to zajęło, ale w końcu udało mi się zająć wygodną pozycję za ogromnym balem słomy, który posłużył mi za kryjówkę i statyw równocześnie. No i pstrykałem. Gdy uznałem, że obiekt jest dostatecznie obfotografowany, wróciłem do domu. Bocian nadal trwał na swoim miejscu. Ciekawy jestem, czy zagląda na blogi. Jeśli tak, to może znajdzie siebie na pamiątkowych zdjęciach tuż przed odlotem do cieplejszych krajów. Ze swojej strony życzę mu dobrych wiatrów i szczęśliwego powrotu w przyszłym roku.