Ponieważ pogoda dopisała, postanowiliśmy dzisiaj trochę czasu spędzić nad wodą. Aby daleko nie szukać, wybraliśmy najbliższe nam Jezioro Wojnowskie. Wybór padł na Ośrodek Wypoczynkowy w Wojnowie u pani Ani, którą niejednokrotnie wcześniej odwiedzaliśmy. Po opłaceniu wstępu (2 złote od osoby), weszliśmy na teren ośrodka. Tłumów nie było, cisza, spokój, wokół kojący zapach sosnowego lasu. To lubimy.
Fale delikatnie muskały trawę na brzegu,
drewniany pomost swą szyję wyciągnął daleko w głąb jeziora,
słońce figlowało w wodzie,
sprzęt pływający czekał na chętnych,
piórko skorzystało z ochłody.
Nad brzegiem jeziora można było sobie posiedzieć,
albo powisieć.
Pani ratownik (ratowniczka) czuwała nad naszym bezpieczeństwem,
ryby nie brały,
moja żona dziergała,
a ja czytałem książkę. Niestety książka nie zmieściła się w kadrze.
Podglądałem też łabędzią rodzinę, choć pan łabędź był bardzo niezadowolony.
Kaczka robiła porządek w piórkach,
łyska wyczyniała akrobacje na jednej nodze,
a jezioro tak sobie tu jest... od epoki lodowcowej.