Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legendy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legendy. Pokaż wszystkie posty
14 kwietnia 2018
Dobry diabeł zaprasza do pałacu w Żaganiu
Etykiety:
atrakcje turystyczne,
legendy,
lokalny przewodnik,
lubuskie,
miasta,
pałace,
pielgrzymki z ks. Janem,
rzeźba,
sztuka,
zobacz
Lokalizacja:
Szprotawska 4, 68-100 Żagań, Polska
16 listopada 2015
Piórnica w Nowym Kramsku
Czy ktoś z czytelników tego bloga pamięta tradycję piórnicy? 15 listopada przypomniano ją starszym i zaprezentowano młodym mieszkańcom Nowego Kramska i okolicznych miejscowości. Podczas tego spotkania darto pierze, śpiewano przyśpiewki, rozstrzygano konkursy pisania gęsim piórem... Konkursów było znacznie więcej, lecz najważniejsza była dobra zabawa.
Co to więc ta piórnica? Otóż dawniej długie zimowe wieczory w wielu nowokramskich domach upływały na darciu pierza. Spotykały się wówczas kobiety i dziewczęta, by wspólnie skubać pierze. Każda zapobiegliwa gospodyni hodowała gęsi i kaczki, by z ich piór zrobić później córce pierzynę i poduchy, które stanowiły element wyprawki panny młodej. Wieczory te upływały na rozmowach, opowiadaniu niezwykłych historii, na plotkach i śpiewaniu. Dość często do domów, gdzie odbywała się piórnica, wpadali chłopcy i mocno dmuchali w odarte już pierze. To fruwało po całej izbie, kobiety denerwowały się, ale niezadowolenie to nie trwało jednak długo. Przecież takie spotkania w życiu były bardzo ważne. Ludzie w ten sposób integrowali się, pocieszali innych w codziennych troskach, opowiadali o tajemniczych ciotach i świecarach, czasem dochodziło również do zeswatania dwojga młodych ludzi.
Sama czynność darcia pierza nie należała do atrakcyjnych ani zbyt przyjemnych, ale nikt nie narzekał. Gdy praca dobiegała końca, pierze było zbierane do worków, a po posprzątaniu izby wszyscy zasiadali do podkurka (późna kolacja). Po zaspokojeniu głodu bawiono się jeszcze z godzinę. Było granie na różnych instrumentach, a nawet tańczono. Tuż przed północą wszyscy udawali się do swoich domów. Chłopcy odprowadzali dziewczęta, a na wsi słychać było szczekanie psów.
Dziś piórnica jest już tylko wspomnieniem i nawet w słowniku języka polskiego wyraz ten nie występuje, ale warto pamiętać o dawnych tradycjach zwyczajach i obrzędach. Przecież to nieprzemijająca cząstka naszej kultury.

















21 lipca 2013
Noc Nenufarów w Lubrzy
W Lubrzy nad jeziorem Goszcza po raz kolejny odbyła się impreza, która jest wizytówką regionu. Jest to Noc Nenufarów z najważniejszym wydarzeniem - widowiskiem na brzegu jeziora. W przedstawieniu udział wzięli mieszkańcy gminy Lubrza, którzy wcielili się w postaci legendy napisanej przez Józefa Wojciechowskiego.
Sama legenda opowiada o Lubrzanie, pięknej, dobrej i pracowitej dziewczynie, córce rybaka Dobrosława. Pewnego razu rybak wraz z córką wypłynął na wody jeziora, by tam zarzucić sieci. Gdy przybił do brzegu z siecią pełną ryb, pewien młodzieniec zaofiarował swoją pomoc przy wyciąganiu ciężkiej sieci. Młodzieńcem tym był myśliwy Sławoj. Młodzi zakochali się w sobie i razem pomagali ojcu w połowach. Kiedyś, gdy Lubrzana czekała na swego ukochanego nad brzegiem jeziora, wpatrując się w wodne kwiaty, z pobliskich szuwarów spoglądała na nią wiedźma Wierzbicha. Czarownica zazdrościła młodym miłości i urody, więc gdy Lubrzana zbliżyła się do kwiatu, została zaklęta w nenufar. Kiedy myśliwy przybył na brzeg jeziora, nie spotkał już swojej ukochanej. Zrozpaczony Sławoj wraz z innymi rybakami wyruszył na poszukiwanie dziewczyny. Szukał jej wszędzie, lecz Lubrzany nigdzie nie było. Zobaczył natomiast na jeziorze nienaturalnych rozmiarów nenufar. Szybko domyślił się, że to zaklęta w kwiat dziewczyna i wraz z towarzyszami udał się do domu jędzy. Ta postraszona śmiercią zdradziła, jak można zdjąć czar, by Lubrzana mogła wrócić do ukochanego. Sławoj miał głośno kilka razy z miłością wypowiedzieć imię dziewczyny. Tak też uczynił i z ogromnego nenufara, z rozchylających się płatków, ukazała się dziewczyna w pełnej swej krasie. Z powrotu Lubrzany cieszył się nie tylko Sławoj, ale cała wieś, która od imienia dziewczyny przyjęła swoją obecną nazwę - Lubrza.
Tyle legenda, którą oczywiście musiałem sfotografować nad brzegami jeziora Goszcza. Warunki do wykonania tych obrazów nie były łatwe. Zdjęcia robiłem z dużego oddalenia, z dużym zoomem i w dodatku z ręki. Wybrałem kilka i przedstawiam je poniżej. Dla zainteresowanych dodatkowo dwa krótkie filmiki z widowiska. Wykonane również w podobnych warunkach.











Subskrybuj:
Posty (Atom)
